Rysiek Kabalski - o sobie...
Moja przygoda z muzykowaniem i gitarą, sięga schyłku lat 70-tych minionego wieku, więc bardzo dawno temu. Starałem się żyć szybko i w wygodny sposób, wygodny dla mnie samego. Było szkło, melina i beztroskie życie.
Drogę którą wybrałem nikt mi nie wytyczał, ot tak poprostu płynąłem wartkim nurtem otaczającej nas codzienności. Nurt ten skierował mnie do miejsca odosobnień. Zapewne się domyślacie jakiego miejsca, miejsca którego nie życzę najgorszemu wrogowi.
Czas mojego beztroskiego życia prysł, zatrzymał się i to na dość długo bo na 3,5 roku. Po opuszczeniu murów aresztu świat znowu zaczął kolorowo wyglądać, poczułem się na tyle wolny że postanowiłem założyć rodzinę i ustatkować się, lecz jak wcześniej napisałem świat był tak kolorowy że zapomniałem w pewnym momencie co ja tu robię.
Znowu wróciłem do gitary, szkła i melin. Rodzina była na drugim planie mojego życia, więc w szybki sposób trafiłem po raz drugi do miejsca postoju, lecz tym razem okres mojego zatrzymania był nieco krótszy od poprzedniego, jednak na tyle długi abym utracił rodzinę. Długo nie mogłem się pozbierać po porażce swojego zafajdanego życia, krótkiego życia bo wówczas miałem zaledwie 28 lat. W pół roku po moim wyjściu dostałem jakby drugą szanse i los sprawił że założyłem drugą rodzinę. Myślałem że jestem już na tyle silny że podołam sprostać obowiązkom, lecz moje wesołe a zarazem muzyczne usposobienie kierowało mnie znowu na nie właściwe tory. Współtowarzyszka mojego życia a zarazem żona przetrwała ze mną naście lat. W pewnym momencie powiedziała "nie" i postanowiła opuścić wraz z dziećmi nasz dom pełen złych emocji. Ja natomiast wylądowałem w skrajnie już wyczerpanym stanie w szpitalu. Lekarze nie dawali mi dużej szansy na życie, bo zaledwie 15 %.
Widocznie miało być inaczej, bo Pan Bóg dał mi kolejną szansę i drugie życie. Nowe życie, w którym powinienem coś zrobić, wiec zrobiłem i pierwsze co uczyniłem to to, że po dzień dzisiejszy jestem trzeźwy. Alkohol wykreśliłem ze swojego jadłospisu, staram się dawać z siebie tyle na ile mi tylko zdrowie pozwala. Alkohol pozostawił u mnie nieodwracalne skutki dlatego poruszam się o kuli. Jednak to mi wcale nie przeszkadza w tym, czym się zajmuję i wiem, że moge robić to co zawsze kochałem czyli grać i śpiewać bez alkoholu.
To co robię sprawia mi ogromną radość i wierzę głęboko że nigdy nie jest zapóźno na zmianę swojego życia w radość i czerpanie z tego co każdemu z nas dał Bóg. Mam na mysli dar tworzenia i dar obdarowywania bliźniego miłością. Dlatego właśnie zespół nasz w 2004 roku nazwałem "DAR". Życzę wszystkim odwiedzającym tę stronkę pogody ducha i radości serducha.
Rysiek "kapsel"